Koń jaki jest, każdy widzi, czyli po co komu home staging?

25.11.2017 | Porady

Koń jaki jest, każdy widzi, czyli po co komu home staging?

Kilka lat temu odremontowałeś swoje mieszkanie, urządzając wszystko, tak jak sobie wymarzyłeś. Na ścianach w sypialni udało ci się osiągnąć idealne zielone jabłuszko, w salonie – piasek pustyni złamany jagodowym musem. Kupiłeś nowe meble, wymieniłeś stare firany, a na podłodze rozłożyłeś beżowy dywanik w esy-floresy. Efekt był imponujący: przez miesiąc towarzyszyło ci poczucie świeżości i przestrzeni, a ciepłe barwy pozytywnie nastrajały każdego dnia. Twoje kolory, twój wystrój, twój klimat – trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce do życia!

 

Dziś, kiedy nosisz się z zamiarem sprzedaży swego gniazdka, to mieszkanie nie przypomina już siebie sprzed lat. Ściany nieco się przybrudziły, meble odrapały, a firany pożółkły. Przestrzeń też jakaś inna, bo na szafach i szafeczkach zamieszkały niezliczone bibeloty i ramki ze zdjęciami, a pod łóżkiem znalazły schronienie kartony po butach. No i te esy-floresy nabrały nowych kształtów dzięki plamom po kawie i coli.

Koń jaki jest, każdy widzi – myślisz. Nie ma co cudować i marnować pieniędzy na jakieś malowanie czy bzdurne dekory. Przecież i tak każdy będzie chciał zrobić mieszkanie pod siebie. Ochoczo wyciągasz więc z kieszeni smartfona, pstrykasz kilka zdjęć, po czym smarujesz dwa zdania opisu i w niespełna kwadrans masz gotową ofertę, którą puszczasz na portale. Jeśli ustalisz cenę sporo poniżej poziomu rynkowego, masz oczywiście dużą szansę na szybką sprzedaż, a klient nie będzie nawet kręcił nosem na twój jagodowy mus. Jeśli jednak nie zamierzasz tanio skóry sprzedać, przygotuj się, że to potrwa. Co gorsze – że może w ogóle się nie udać.

 

Podobnie jak ty każdego dnia postępuje w całej Polsce kilkaset osób. Sięga po aparat, pstryka miej lub bardziej udane zdjęcia oraz skrobie kilkuzdaniowy opis. Spośród tych kilkudziesięciu mieszkań, które co tydzień trafiają na rynek wtórny, zaledwie kilka sprzeda się w przeciągu trzydziestu dni. Pozostałe będą miesiącami szukać swego nabywcy, kusząc go coraz niższą ceną. Mimo to niektóre z nich nie sprzedadzą się nigdy. I na nic zdadzą się rozpaczliwe obniżki cen, promocje poniżej rynku i płatne wyróżnienia na wszystkich portalach świata. Już nawet pies z kulawą nogą nie będzie chciał do nich zajrzeć.

 

Dlaczego? W momencie, w którym wystawiasz mieszkanie na sprzedaż, staje się ono produktem. Tak, wiem, trudno to zrozumieć, przecież to Twoje ukochane M, z którym łączą cię wspomnienia i w którym niemal wszystko jest doskonałe, ale z punktu widzenia rynku to tylko produkt. Klient nie podziela twojego sentymentu do zielonego jabłuszka. Klienta nie obchodzi, że przybyło ci ostatnio gratów i stąd te kartony pod łóżkiem. I trudno mu sobie wyobrazić, że jak tu się uprzątnie, odmaluje i wywietrzy, to będzie ładnie i przestronnie. Być może ty inaczej kupowałeś swoje mieszkanie. Może potrafiłeś od razu dostrzec jego potencjał i kierowałeś się jedynie ceną, ale większość ludzi działa pod wpływem emocji. Kupujemy oczami, a dopiero potem szukamy racjonalnych uzasadnień dla swych wyborów. Twoi potencjalni klienci najpierw muszą poczuć, że to jest to, że tu czują się dobrze i że tu chcą zarzucić kotwicę na kilka albo nawet kilkanaście lat. Co więcej – muszą wpierw poczuć to na zdjęciach, by w ogóle ruszyć się z fotela i zapukać do twych drzwi.

By ich zachęcić do podjęcia tego pierwszego kroku, który finalnie doprowadzi do decyzji o zakupie, wymyślono home staging. I nie są to, jak wielu uważa, tylko wonne świeczuszki na parapecie oraz sztuczne kwiatki w wazonie. To nie żadne mydlenie oczu i maskarada, która ma ukryć niedoskonałości mieszkania. Wręcz przeciwnie – celem home stagingu jest uwypuklenie drzemiącego w mieszkaniu potencjału: ukazanie go w taki sposób, by w głowach jak największej liczby osób rozległo się „tak, chcę!”. Po home stagingu twoje mieszkanie straci swój indywidualny, osobisty charakter. Przestanie być Twoim i tylko Twoim gniazdkiem. Stanie się produktem o przemyślanej i niebywale skutecznej strategii marketingowej: jak bowiem pokazują badania, ten prosty zabieg potrafi o 40% skrócić czas sprzedaży nieruchomości i nawet o 10% zwiększyć jej wartość rynkową. Pytanie tylko, czy chcesz poświęcić swój czas i pieniądze, by zrobić ze swego mieszkania dobrą inwestycję. Bo może wolisz przygotować ofertę w kwadrans, a potem schodzić z ceny i czekać miesiącami na amatora, który uzna, że spośród setek mieszkań na rynku to właśnie twoje jest spełnieniem jego marzeń i snów…

 

Koń jaki jest, każdy widzi – to jasne. Ale jeśli chcesz go sprzedać, to może chociaż warto rozczesać mu grzywę?

 

ps. w Lloyd Properties doradzając klientom przy sprzedaży mieszkania podpowiadamy, czy w przypadku danej nieruchomości zastosowanie narzędzia Home Stagingu jest wskazane. Polecamy też współpracę ze sprawdzonymi i rzetelnymi usługodawcami – specjalistami w tym zakresie.

Powodzenia!

Krzysztof Rzepkowski
Senior Manager & Property Sales Trainer
Menedżer, trener i szkoleniowiec z piętnastoletnim stażem jako wykładowca akademicki i wieloletnim doświadczeniem w sprzedaży. Codzienną porcję energii czerpie z rozwoju i sukcesów ludzi, z którymi współpracuje, dlatego sala szkoleniowa to miejsce, w którym spełnia się bez reszty. Wierząc w nieograniczony potencjał każdego, jest niestrudzonym łowcą wymówek i tropicielem fałszywych przekonań, które podcinają skrzydła w drodze do gwiazd.